Manifa - podsumowanie


/napisane dla imf.pl/

 

Była sobie niedziela. Minęła. I byłaby bardzo piękna, gdyby nie przemarsz małego procencika naszego społeczeństwa (3 tys. osób).

Jest coś takiego w debatach publicznych, że poziom dyskusji zależny jest od poziomu argumentacji. Kiedy argumentów brak – wówczas mądry rozmówca zamilknie i zacznie tych argumentów szukać, a głupi rozmówca będzie uparcie stał przy swoim i twierdził, że ma rację „bo tak!”. I choć chciałoby się podyskutować mądrze z paniami feministkami z Manify, które podjęły decyzję, że trzeba oficjalnie zawalczyć z Kościołem katolickim, to niestety się nie da. Z osobami, które zaczynają wysnuwać swoje postulaty w oparciu o kłamliwe dane, notabene same je przekręcając, z paniami, które robią sobie bal przebierańców, upodabniając się do biskupów, wykazując przez to totalny brak szacunku wobec religii i osób wierzących – to z takimi ludźmi i z takimi postawami rozmowa nie jest możliwa.

Manifa zaprezentowała się bardzo adekwatnie do poziomu swoich przedstawicieli, nie da się ukryć. Hasła typu: „księża na księżyc”, „ważniejsza matka niż koloratka” – kojarzą się z dzieckiem, które wpadło na rym, który nic poza tym, że jest rymem nie wnosi. Dalej: „etaty dla kobiet nie dla księży”, „won z religią” – to również jest bardzo interesujące, tym bardziej, że również kobiety świeckie (katechetki), mające swoje rodziny uczą religii. Może jeszcze cztery pikantne przykłady: „pier*** nie rodzę”, „…potrzeba nam żłobków i chleba”, „jesteśmy wkur*** bardziej niż rok temu” i „biskupi zajmijcie się swoimi ciałami” – z jednej strony walka o żłobki, a z drugiej polityka antyrodzinna. Ja proponowałabym zdecydować się na jedną drogę, np. „pier*** nie rodzę”, wówczas nie będzie trzeba zbierać pieniędzy na żłobki. I sprawa rozwiązana.



Warty „docenienia” jest również spot zapraszający na Manifę i pokazujący pobudki ludzi, którzy brali w niej udział. Możemy np. usłyszeć dwie licealistki, które w sposób bardzo głęboki i dojrzały motywują swoje przyjście słowami: „obie miałyśmy religie w szkole. Nauczyli nas, że do ślubu nie można chodzić z chłopakiem za rękę i się całować. I również tego, że nie można się masturbować. Zapraszamy na manifę”. Mogłabym tak długo cytować, ale nie ma to najmniejszego sensu. Wnioski nasuwają się same.

Jestem zniesmaczona poziomem intelektualnym oraz emocjonalnym naszych feministek i niektórych ludzi idących na Manifie w roli „celebrytów”. Brak wiedzy, jawna manipulacja, kłamstwa, generalizowanie problemów, zaprzeczanie samym sobie, brak jednolitego przekazu, i tak dalej, i tak dalej. Wszystko to robi wielki szum, wielki smród, ale nic poza tym nie zmienia i do niczego dobrego nie prowadzi.