Słowo honoru


 

‎Choćby zawiodła wszelka pomoc, choć przyjdą dni głodu i moru;
ostatniej stawki nie przegramy – stawki naszego honoru.
(S. Marczak-Oborski, sierpień 1944)

1 sierpnia, to dzień mocno kontrastowy, pełen emocji i wirtualnego licytowania się „kto i jak” uczci pamięć o poległych w Powstaniu Warszawskim 44’. To koktajl pełen skrajnych wartości. Z jednej strony koncert Madonny, a z drugiej patriotyczne obchody upamiętniające Powstańców. Kim byli ci, których dziś wspominamy? A kim dziś jesteśmy my sami?

SKARBY WARSZAWY

Warszawa, to moje miasto. Chyba mogę to już powiedzieć. To w niej spotkałam się na pierwszej randce ze swoim Mężem. To w niej stawiałam pierwsze kroki za kółkiem. I to tutaj pierwszy raz poszłam do Hard Rock Cafe na legendarnego hamburgera, zanim ten pojawił się w Krakowie. Hiper-entuzjastycznie stwierdzam, że Warszawę kocham za różnorodność. Można w niej znaleźć wszystko – jak w śmietniku – spuentowała z przekąsem moja znajoma. Pewnie tak i dobrze, bo jak się dokładnie poszuka, to można wygrzebać niezłe skarby, warte uważnemu przyjrzeniu się.

Jednym z takich skarbów jest muzeum Powstania Warszawskiego. Do dziś nie mam pojęcia dlaczego w LO, w klasie z rozszerzoną historią, nasza nauczycielka nie zaproponowała ani razu wycieczki do tego ciekawego miejsca. Pewnie nie było tego w programie. Zdeterminowana brakami wiedzy i bliskością Warszawy obrałam sobie za cel: zwiedzić muzeum. Jak się okazało nie było to łatwe zadanie. Strona muzeum bywa nieaktualizowana, więc o „wyjątkowym” zamknięciu, tudzież skróconym czasie otwarcia zawsze dowiadywałam się przy kasach, całując (z „jeszcze tu wrócę” na ustach) klamkę. Dopiero za piątym razem osiągnęłam swój cel.  Ze zwycięską dumą wkroczyłam w to niezwykłe miejsce przesiąknięte poruszającą historią.

Nie ma czasów „lepszych” i „gorszych”. Każde mają swoje rany i zwycięstwa. Wady i zalety. I pod takim kątem patrzyłam na kolejne fotografie Powstańców. Na listy, w których zapewniali swoich najbliższych o miłości i pamięci. Na biuletyny informacyjne, które miały ludzi zjednywać i przygotowywać do walki.
Patrzyłam na szczątki jarzębinowych różańców, modlitewniki i krzyżyki łatwe do ukrycia. Na wszystkie te symbole, które dawały ludziom nadzieję. Wczytywałam się uważnie w przysięgę żołnierzy AK, którą składali przed Bogiem i Prezydentem. Młodzi, niezwykle odważni, heroiczni, pełni wiary, pełni honoru i godności.
Pewien mężczyzna stojący obok mnie podzielił się swoimi przemyśleniami, mówiąc krótko – kiedyś ludzie byli dojrzalsi – pomyślałam – pewnie ma rację, bo czy ja sama byłabym gotowa oddać życie za wolność przyszłych pokoleń?

WOLNOŚĆ KIEDYŚ I DZIŚ

Po chwili naszły mnie kolejne pytania: o jakiej wolności marzy dzisiejszy człowiek? O jaką wolność toczy bitwy każdego dnia? I wierzcie bądź nie, ale wcale nie miałam ochoty na te pytania odpowiadać. Intuicyjnie czułam, że nie byłyby one zadowalające. Sprawdziło się. Nie z przygnębieniem, ale raczej  z zawiedzeniem przeczytałam wpis Karoliny Korwin-Piotrowskiej (natemat.pl), która dała przepis na uczczenie pamięci walczących:

1 sierpnia jak co roku pojadę na Powązki Wojskowe. Jak zawsze kupię znicze od harcerzy. (…) A potem… pójdę pod Stadion Narodowy niedaleko mojego domu. Posłucham z daleka Madonny (…). Lubię babkę, podziwiam i szanuję, wychowałam się też na jej piosenkach, a i dziś zanucę, choć nie umiem, „Like a virgin“.(…) i pójdę ze znajomymi na wino. Myślę, że młodzież w wieku Powstańców sprzed lat i ta starsza młodzież również, zrobią tego wieczora to samo. Będą się dobrze bawić, śpiewać, pić, palić, może nawet skręty i uprawiać seks. W dowolnych konfiguracjach. Będą żyć. I dobrze. Bo na tym, czy to się uzurpatorom pamięci o Powstaniu podoba czy nie, polega wolność. Najpiękniejsza rzecz na świecie, dla której 68 lat temu warto było zginąć.

Ileż trzeba (nie)mieć wyobraźni, żeby zrównać wolność za jaką umierali nasi dziadkowie i ojcowie z wolnością „dzieci kwiatów”: sex, drugs & rock’n’roll?

SŁOWO

Kiedy myślę o Powstańcach, o tych wszystkich, którzy walczyli podczas II WŚ, od razu zdumiewam się SŁOWEM, które miało dla nich przeogromną wartość. Ludzie umierali za dane słowo. Wykonywali najtrudniejsze rozkazy, bo dali słowo Bogu i Prezydentowi. Słowem, nawet tym ocenzurowanym, wzbudzali nadzieję i determinację do obrony najbliższych. Opuszczone żony czekały długimi latami na swoich mężów i synów, bo dały słowo. Ludność cywilna jednoczyła się pod sztandarem słowa. W obozach zagłady, to właśnie słowo, zapamiętane skrawki modlitw, wzniecały w więźniach wolę życia. Słowo miało ogromną, bo realną moc.
Dziś jest wszechobecne, spowszechniałe, a wręcz doświadczamy jego nadmiaru. Niewielu wierzy politykom na słowo. Przysięga małżeńska składana przed Bogiem lub przed urzędnikiem państwowym zaczyna być warunkowa, czasowa, traktowana wybiórczo, chociaż w jednej z nich padają słowa „aż do śmierci”. Nawet prezydent obejmując tak odpowiedzialne stanowisko niczego nie przysięgał Bogu.

Z jakimi wartościami wiąże się dzisiejsze słowo? Z wolnością wg pani Korwin-Piotrowskiej do „skrętów i seksu w dowolnych konfiguracjach”? Czy to zenit pragnień młodzieży, o której wspomina dziennikarka? Czy za taką wolność warto byłoby oddać życie?

 

Dziś idę walczyć – Mamo!
Może nie wrócę więcej,
Może mi przyjdzie polec tak samo
Jak, tyle, tyle tysięcy

Poległo polskich żołnierzy
Za Wolność naszą i sprawę,
Ja w Polskę, Mamo, tak strasznie wierzę
I w świętość naszej sprawy

Dziś idę walczyć – Mamo kochana,
Nie płacz, nie trzeba, ciesz się, jak ja,
Serce mam w piersi rozkołatane,
Serce mi dziś tak cudnie gra.

To jest tak strasznie dobrze mieć Stena w ręku
I śmiać się śmierci prosto w twarz,
A potem zmierzyć – i prać – bez lęku
Za kraj! Za honor nasz!

Dziś idę walczyć – Mamo!

(Józef Szczepański „Ziutek” 1922-1944)

 

Być człowiekiem honoru, swoje życie oprzeć na najwyższych wartościach, to zadanie dla człowieka XXI wieku.