Post piątkowy - abstrakcja?


Przeczytałam wczoraj informacje o zmianie czwartego przykazania kościelnego, które teraz zezwala na zabawy w piątki, oprócz okresu Wielkiego Postu i zaczęłam się zastanawiać: czy zapis odnośnie postu jest w ogóle potrzebny nam wierzącym? O modlitwie i jałmużnie nie ma ani słowa. Dlaczego? Czyżby to było mniej istotne, a może w tej kwestii biskupi wierzą w dojrzałość katolików? Jeśli tak, to dlaczego postu nie potraktowali dokładnie tak samo, zostawiając go formacji duchowej w rodzinie i parafii? Ba, nawet ograniczyli praktyki postne do dwóch: powstrzymania się od zabawy (W.P.) i jedzenia mięsa.

Tak się rozpędziłam, że prawie umknął mi punkt wyjścia w całym tym gdybaniu: czy my, katolicy, mamy w ogóle formację duchową, która obejmowałaby zagadnienie postu piątkowego?
Moje doświadczenie w tym temacie jest bardzo marne. Tym bardziej jest to zaskakujące, bo w życiu Kościoła uczestniczę aktywnie, nie są mi obce rekolekcje, spotkania wspólnotowe, formacyjne, różnego rodzaju akcje ewangelizacyjne, kierownictwo duchowe, itd. Przyznam, że gdybym miała powiedzieć kiedy ostatni raz słyszałam o „piątkowym poście”, o sposobach jego praktykowania, o jego znaczeniu, albo przynajmniej wyjaśnieniu dlaczego mięso – nie, a alkohol już – tak, to miałabym wielką trudność.
I chyba nie jestem jedyna. Nasuwa się pytanie, jak i czy w ogóle przeżywamy piątkowy post? To nie jest łatwe zadanie, bo piątek kojarzy się z weekendem, z odpoczynkiem, relaksem, przyjemnością, bynajmniej nie z wyrzeczeniem, odmówieniem sobie czegoś, albo podjęciem się dodatkowego wysiłku. Nie da się też postu piątkowego wykreślić z planu wakacji. Tym bardziej chciałoby się o nim usłyszeć podczas niedzielnego kazania.

Pierwszym uzasadnieniem zmiany czwartego przykazania są względy praktyczne. Ten powód/problem wydaje mi się tak błahy, że aż abstrakcyjny.
A może to piątkowy post jest abstrakcją? Może to temat na tyle odległy, że ludzie z niego rezygnują? Bo bardzo mocno wierzę, że to nie kwestia niechęci czy lenistwa, ale po prostu braku zrozumienia istoty postu, czyli braku formacji, która z założenia ma nas rozwijać.

Myślę, że biskupi doskonale zdają sobie z tego sprawę i dlatego piątkowy post zawężają do minimum, a co ponadto, to już kwestia osobistego zaangażowania w wiarę. Tym bardziej minimalizowanie minimum, bez uzupełnienia tego braku jakąś inną propozycją, wydaje się być nierozsądne. Pozostało nam „niejedzenie mięsa”. Z moich obserwacji wynika, że ta praktyka również ma coraz mniejszy zasięg. Wystarczy spojrzeć na cateringi, firmowe obiady domowe, a nawet Subway’a, gdzie piątkowa kanapka dnia jest z szynką. Firmy coraz częściej dostrzegają, że klient nie stosuje się do zasad postu piątkowego, więc i oni nie dostosowują swojej oferty pod tym kątem i nie uatrakcyjniają menu o potrawy bezmięsne. Trzeba przyznać, że w komfortowej sytuacji są teraz wegetarianie – piątek bez ograniczeń.

Podsumowując. Chciałabym bardzo, żeby rzeczywistym powodem zmiany tego przykazania kościelnego nie była kwestia wygody wiernych, bo ta zawsze będzie prowadzić do kurczenia czy to zapisów, czy nas samych. Ale by powodem była chęć wprowadzenia formacji, która wyjaśniłaby ludziom, jak można pościć i dlaczego warto to robić. Takie podejście wierzę, że służyłoby naszemu wzrostowi. Chciałabym, aby zmiana nie zatrzymała się na zapisie „wystarczy nie jeść mięsa”, by piątek nie kojarzył się przede wszystkim z brakiem kurczaka, bo to nie kurczak powinien być „bohaterem” tego dnia. Chciałabym, żeby ta zmiana wpłynęła na sposób przeżywania piątku, pogłębiła świadomość i pokazała duchowy sens poszczenia.